niedziela, 18 czerwca 2017

Epizod I - Tajniak wieczorową porą




OSTRZEŻENIE!!!
Aczkolwiek poniższy post ma wiele wspólnego z tematyką (innego, przyszłego) bloga, nie ma jednak nic wspólnego (na szczęście) z historią, która na blogu będzie publikowana (...kiedyśtam)!!!


Zwykły, deszczowy wieczór. Jednak w Akatsuki nawet tak przeciętny wieczór nie należy do spokojnych.
- Akwizytorom dziękujemy – powiedział Hidan ze znudzoną miną lustrując stojącą przed drzwiami mroczną postać odzianą w czarny płaszcz z zasłaniającym twarz kapturem. Postać mruknęła coś pod nosem, po czym uniosła w górę swą długą kosę. Jednak nagle zmieniła zamiar i szybkim ruchem wolnej ręki zdjęła kaptur, ukazując pociągłą twarz szaleńca otoczoną burzą czerwonych włosów.
- Hidan! Mój bracie w wierze! – krzyknął Nagato wlepiając w Jashinistę zezowate spojrzenie fioletowych oczu.
- Bracie w czym? – zdziwił się Srebrnowłosy.
- Od wczoraj jestem Jashinistą! – oświadczył szczerząc zęby w okropnym uśmiechu – Patrz, nawet kupiłem już sobie kosę! Dostawa w ciągu dwóch godzin na sado-maso.shinobi.com!
- Co ty powiesz? – zdumienie Srebrnowłosego rosło z sekundy na sekundę.
- No! – entuzjazmował się Nagato – Teraz, mój bracie, możemy razem chodzić ubijać ofiary dla pana naszego Jashina! Tylko pomyśl, ile to daje możliwości…!
- Tak, tak, na pewno! – przerwał im Sasori, którego zwabił pod drzwi głos Tajnego Korespondenta – Masz to, o co prosił Pain?
- …braterskie uboje rytualne, podwójne mordobicia… - wymienił z rozpędu Czerwony – Yyy… No jasne, że mam – potwierdził, po czym zaczął obmacywać się po płaszczu – Już ci daję…
- Nie tutaj idioto! – warknął Sasori wciągając go do środka. Pospiesznie rozejrzał się po przestrzeni za drzwiami, ale z racji panującej wszędzie ciemności niczego nie dostrzegł – Do biura…
Nagły podmuch wiatru zamknął wrota do skalnej kryjówki tuż przed nosem tkwiącego przed progiem Hidana.
W tym samym czasie ukryta dokładnie przed nimi na skraju lasu postać zmrużyła gniewnie oczy i, potykając się o leżącą na ziemi gałąź, zniknęła w gęstwinie drzew.

***

Gdy Sasori w biurze Lidera wydobył już od niego upragnioną „przesyłkę”, kompletnie zignorował osobę Tajnego Korespondenta i oddał się przeglądaniu jej zawartości. Zignorowany Korespondent samodzielnie udzielił sobie pozwolenia na opuszczenie biura, po czym, zwabiony smakowitym zapachem zaprosił się do kuchni, gdzie przy późnym podwieczorku gawędzili Konan i Kakuzu w towarzystwie rysującego w kącie Tobiego. Natychmiast został obdarowany (przy protestach Skarbnika) szklanką herbaty i kawałkiem świeżo upieczonego ciasta.
- Ach… - westchnął Nagato – Myślę, że mógłbym się do tego przyzwyczaić…
- Ty owszem, za to konto organizacji nieszczególnie – warknął Minister Finansów spoglądając na Czerwonego tak, jakby za pomocą wzroku miał nadzieję wydobyć z jego żołądka zjedzone ciasto.
- Jakby nie patrzeć, to w końcu gość… – powiedziała Konan, chociaż w głębi duszy marzyła o jak najszybszym wypchnięciu Nagato za drzwi.
- Raczej pasożyt – cicho mruknął nad szklanką Kakuzu.
- Dziękuję za słowa obrony moja kochana! – uśmiechnął się w swoim mniemaniu czarująco - W kuchniach miłych i pięknych gospodyń mogę być choćby gościem, nawet dość częstym – ukrytą w tych słowach sugestię podkreślił odpowiednio prędkim mruganiem.
- Tobi też może być w kuchni gościem i to częstym – oświadczył Zamaskowany – Ale Tobi nie potrzebuje miłych i pięknych gospodyń, Tobiemu wystarczy pani Konan!
- Może pokażesz Deidarze swoje rysunki Tobi?! – warknęła Niebieskowłosa.
- Tobi jest dobrym chłopcem! – kiwnął głową, po czym zabrał rysunki i wyszedł.
- Nie przejmuj się Konan, trzeba być koneserem, żeby docenić prawdziwe piękno – rzekł uwodzicielsko Nagato – Weźmy na przykład ten szlachetny kryształ – uniósł w górę szklankę z herbatą – Ja dostrzegam w nim słodkie barwy, zachwycające krzywizny, podczas gdy inni widzą w nim tylko…
- Plastikową musztardówkę – dokończył Kakuzu.
- Yyhm… Zaiste – mruknął Nagato. Prędko dopił herbatę i odstawił naczynie.
Niezręczną ciszę przerwał odgłos wybuchu dobiegający z salonu.
- Co to było? –Czerwony nerwowo rozejrzał się w koło, wypadając na chwilę z roli romantycznego zdobywcy.
- Reakcja Deidary na sztukę Tobiego – oznajmił Kisame, który właśnie pojawił się w drzwiach – Konan, musimy przećwiczyć nasz duet, więc…
- Już idę! – krzyknęła gorliwie Niebieskowłosa, po czym wypadła z pomieszczenia jak burza. Człowiek Rekin, nieco zaskoczony, podreptał za nią.
- Ach, ta Konan… - mruknął rozmarzony Nagato – Ciągle mi ucieka, ale ja ją kiedyś zdobędę!
- Bardziej prawdopodobne, że najpierw zdobędziesz parę dziur po prętach – stwierdził Kakuzu – Kiedy Pain się dowie, że próbujesz ją poderwać…
- Oj tam Pain! – machnął kosą Czerwony – A co on może zdziałać przeciwko wszechmocnemu wyznawcy Jashina?!
- Może mu zabrać kosę i okładać go nią po łbie.
- Bardzo śmieszne…
- Daj sobie spokój, jeśli nie chcesz mieć w nim wroga – powiedział Skarbnik – Odprowadzę cię teraz do drzwi.
- Dziękuję za uprzejmość, sam trafię – burknął urażony Nagato.
- To nie uprzejmość – zaprzeczył Kakuzu – Jako zawiadujący majątkiem organizacji muszę mieć pewność, że żaden z gości nie przywłaszczy sobie żadnych wchodzących w jego skład ruchomości.
- Subtelny jak zwykle – mruknął.
- Skuteczny jak zawsze.
- A ty bracie jeszcze tu stoisz? – zdziwił się Nagato, który zauważył sterczącego pod drzwiami Hidana.
Srebrnowłosy nie raczył odpowiedzieć. Szklanym wzrokiem wpatrywał się w wejście.
- Cóż, kiedy wrócę z kolejnymi wiadomościami, na pewno się stąd ruszymy! Tylko my dwaj i ofiary! – obiecał Czerwony, po czym zarzucił na głowę kaptur i wyszedł w mrok nucąc marsz żałobny.
Dźwięk zamykanych drzwi sprawił, że Srebrnowłosy otrząsnął się z szoku. Bez słowa minął Skarbnika i poszedł na górę, do swojego pokoju.

***

- Akwizytorom dziękujemy – oznajmił Deidara otwierając drzwi odzianej na czarno postaci.
- Był już Nagato? – zapytał w odpowiedzi Pain.
- Tak szefie, godzinę temu. Mistrz Sasori zajął się już przesyłką.
- Dobrze, porozmawiam z nim później.
- Ładny wichajster szefie – powiedział Blondyn wskazując na trzymaną przez Lidera niebieko-złotą kulkę na żółtym patyczku – Skąd masz?
- Któryś z was, jełopów, upuścił to na ścieżce – odparł Władca Prętów – Trzymaj, popytaj, czyje to.
- Jasne szefie! – zgodził się Artysta. Potrząsnął znaleziskiem, które wydało grzechoczący dźwięk – A co to właściwie jest?
- Nie wiem, pewnie jakiś sprzęt bojowy – odparł Lider – Nie trzęś tym, jeszcze zepsujesz…
- Całkiem ładne… - wbrew zaleceniom Paina, Blondyn nadal trząsł znaleziskiem – Ciekawe, co tak grzechocze w środku?
- I wanna see inside
  Would you let me see beneath your beautiful tonight… -
dobiegły ich z salonu głosy Konan I Kisame.
W tym momencie z gabinetu Lidera wyszedł Sasori.
- Mamy problem – oświadczył na powitanie.
- Nie jeden – pocieszył go Pain – Wracam z Kraju Piasku. Za dziesięć minut chcę wszystkich widzieć w Pokoju Narad.
Lalkarz zaplótł ręce po napoleońsku.
- Co tym razem wymyślił ten gówniarz? – zapytał.
- Coś, co nas wszystkich wykończy – odparł ponuro Władca Prętów.