OSTRZEŻENIE!!!
Aczkolwiek poniższy post ma wiele wspólnego z tematyką (innego, przyszłego) bloga, nie ma jednak nic wspólnego (na szczęście) z historią, która na blogu będzie publikowana (...kiedyśtam)!!!
Zwykły, deszczowy wieczór. Jednak w Akatsuki nawet tak
przeciętny wieczór nie należy do spokojnych.
- Akwizytorom dziękujemy – powiedział Hidan ze znudzoną miną
lustrując stojącą przed drzwiami mroczną postać odzianą w czarny płaszcz z
zasłaniającym twarz kapturem. Postać mruknęła coś pod nosem, po czym uniosła w
górę swą długą kosę. Jednak nagle zmieniła zamiar i szybkim ruchem wolnej ręki
zdjęła kaptur, ukazując pociągłą twarz szaleńca otoczoną burzą czerwonych
włosów.
- Hidan! Mój bracie w wierze! – krzyknął Nagato wlepiając w
Jashinistę zezowate spojrzenie fioletowych oczu.
- Bracie w czym? – zdziwił się Srebrnowłosy.
- Od wczoraj jestem Jashinistą! – oświadczył szczerząc zęby
w okropnym uśmiechu – Patrz, nawet kupiłem już sobie kosę! Dostawa w ciągu dwóch
godzin na sado-maso.shinobi.com!
- Co ty powiesz? – zdumienie Srebrnowłosego rosło z sekundy
na sekundę.
- No! – entuzjazmował się Nagato – Teraz, mój bracie, możemy
razem chodzić ubijać ofiary dla pana naszego Jashina! Tylko pomyśl, ile to daje
możliwości…!
- Tak, tak, na pewno! – przerwał im Sasori, którego zwabił
pod drzwi głos Tajnego Korespondenta – Masz to, o co prosił Pain?
- …braterskie uboje rytualne, podwójne mordobicia… -
wymienił z rozpędu Czerwony – Yyy… No jasne, że mam – potwierdził, po czym
zaczął obmacywać się po płaszczu – Już ci daję…
- Nie tutaj idioto! – warknął Sasori wciągając go do środka.
Pospiesznie rozejrzał się po przestrzeni za drzwiami, ale z racji panującej
wszędzie ciemności niczego nie dostrzegł – Do biura…
Nagły podmuch wiatru zamknął wrota do skalnej kryjówki tuż
przed nosem tkwiącego przed progiem Hidana.
W tym samym czasie ukryta dokładnie przed nimi na skraju
lasu postać zmrużyła gniewnie oczy i, potykając się o leżącą na ziemi gałąź,
zniknęła w gęstwinie drzew.
***
Gdy Sasori w biurze Lidera wydobył już od niego upragnioną
„przesyłkę”, kompletnie zignorował osobę Tajnego Korespondenta i oddał się
przeglądaniu jej zawartości. Zignorowany Korespondent samodzielnie udzielił
sobie pozwolenia na opuszczenie biura, po czym, zwabiony smakowitym zapachem
zaprosił się do kuchni, gdzie przy późnym podwieczorku gawędzili Konan i Kakuzu
w towarzystwie rysującego w kącie Tobiego. Natychmiast został obdarowany (przy
protestach Skarbnika) szklanką herbaty i kawałkiem świeżo upieczonego ciasta.
- Ach… - westchnął Nagato – Myślę, że mógłbym się do tego
przyzwyczaić…
- Ty owszem, za to konto organizacji nieszczególnie –
warknął Minister Finansów spoglądając na Czerwonego tak, jakby za pomocą wzroku
miał nadzieję wydobyć z jego żołądka zjedzone ciasto.
- Jakby nie patrzeć, to w końcu gość… – powiedziała Konan,
chociaż w głębi duszy marzyła o jak najszybszym wypchnięciu Nagato za drzwi.
- Raczej pasożyt – cicho mruknął nad szklanką Kakuzu.
- Dziękuję za słowa obrony moja kochana! – uśmiechnął się w
swoim mniemaniu czarująco - W kuchniach miłych i pięknych gospodyń mogę być
choćby gościem, nawet dość częstym – ukrytą w tych słowach sugestię podkreślił
odpowiednio prędkim mruganiem.
- Tobi też może być w kuchni gościem i to częstym – oświadczył
Zamaskowany – Ale Tobi nie potrzebuje miłych i pięknych gospodyń, Tobiemu
wystarczy pani Konan!
- Może pokażesz Deidarze swoje rysunki Tobi?! – warknęła
Niebieskowłosa.
- Tobi jest dobrym chłopcem! – kiwnął głową, po czym zabrał
rysunki i wyszedł.
- Nie przejmuj się Konan, trzeba być koneserem, żeby docenić
prawdziwe piękno – rzekł uwodzicielsko Nagato – Weźmy na przykład ten
szlachetny kryształ – uniósł w górę szklankę z herbatą – Ja dostrzegam w nim
słodkie barwy, zachwycające krzywizny, podczas gdy inni widzą w nim tylko…
- Plastikową musztardówkę – dokończył Kakuzu.
- Yyhm… Zaiste – mruknął Nagato. Prędko dopił herbatę i
odstawił naczynie.
Niezręczną ciszę przerwał odgłos wybuchu dobiegający z
salonu.
- Co to było? –Czerwony nerwowo rozejrzał się w koło,
wypadając na chwilę z roli romantycznego zdobywcy.
- Reakcja Deidary na sztukę Tobiego – oznajmił Kisame, który
właśnie pojawił się w drzwiach – Konan, musimy przećwiczyć nasz duet, więc…
- Już idę! – krzyknęła gorliwie Niebieskowłosa, po czym
wypadła z pomieszczenia jak burza. Człowiek Rekin, nieco zaskoczony, podreptał
za nią.
- Ach, ta Konan… - mruknął rozmarzony Nagato – Ciągle mi
ucieka, ale ja ją kiedyś zdobędę!
- Bardziej prawdopodobne, że najpierw zdobędziesz parę dziur
po prętach – stwierdził Kakuzu – Kiedy Pain się dowie, że próbujesz ją
poderwać…
- Oj tam Pain! – machnął kosą Czerwony – A co on może
zdziałać przeciwko wszechmocnemu wyznawcy Jashina?!
- Może mu zabrać kosę i okładać go nią po łbie.
- Bardzo śmieszne…
- Daj sobie spokój, jeśli nie chcesz mieć w nim wroga –
powiedział Skarbnik – Odprowadzę cię teraz do drzwi.
- Dziękuję za uprzejmość, sam trafię – burknął urażony
Nagato.
- To nie uprzejmość – zaprzeczył Kakuzu – Jako zawiadujący
majątkiem organizacji muszę mieć pewność, że żaden z gości nie przywłaszczy
sobie żadnych wchodzących w jego skład ruchomości.
- Subtelny jak zwykle – mruknął.
- Skuteczny jak zawsze.
- A ty bracie jeszcze tu stoisz? – zdziwił się Nagato, który
zauważył sterczącego pod drzwiami Hidana.
Srebrnowłosy nie raczył odpowiedzieć. Szklanym wzrokiem
wpatrywał się w wejście.
- Cóż, kiedy wrócę z kolejnymi wiadomościami, na pewno się
stąd ruszymy! Tylko my dwaj i ofiary! – obiecał Czerwony, po czym zarzucił na
głowę kaptur i wyszedł w mrok nucąc marsz żałobny.
Dźwięk zamykanych drzwi sprawił, że Srebrnowłosy otrząsnął
się z szoku. Bez słowa minął Skarbnika i poszedł na górę, do swojego pokoju.
***
- Akwizytorom dziękujemy – oznajmił Deidara otwierając drzwi
odzianej na czarno postaci.
- Był już Nagato? – zapytał w odpowiedzi Pain.
- Tak szefie, godzinę temu. Mistrz Sasori zajął się już
przesyłką.
- Dobrze, porozmawiam z nim później.
- Ładny wichajster szefie – powiedział Blondyn wskazując na
trzymaną przez Lidera niebieko-złotą kulkę na żółtym patyczku – Skąd masz?
- Któryś z was, jełopów, upuścił to na ścieżce – odparł
Władca Prętów – Trzymaj, popytaj, czyje to.
- Jasne szefie! – zgodził się Artysta. Potrząsnął
znaleziskiem, które wydało grzechoczący dźwięk – A co to właściwie jest?
- Nie wiem, pewnie jakiś sprzęt bojowy – odparł Lider – Nie
trzęś tym, jeszcze zepsujesz…
- Całkiem ładne… - wbrew zaleceniom Paina, Blondyn nadal
trząsł znaleziskiem – Ciekawe, co tak grzechocze w środku?
- I wanna see inside
Would you let me see beneath your beautiful tonight… - dobiegły ich z salonu głosy Konan I Kisame.
Would you let me see beneath your beautiful tonight… - dobiegły ich z salonu głosy Konan I Kisame.
W tym momencie z gabinetu Lidera wyszedł Sasori.
- Mamy problem – oświadczył na powitanie.
- Nie jeden – pocieszył go Pain – Wracam z Kraju Piasku. Za
dziesięć minut chcę wszystkich widzieć w Pokoju Narad.
Lalkarz zaplótł ręce po napoleońsku.
- Co tym razem wymyślił ten gówniarz? – zapytał.
- Coś, co nas wszystkich wykończy – odparł ponuro Władca
Prętów.